Okres wakacyjny zafundował nam masę atrakcji w mediach. Najwięcej miejsca poświęca się oczywiście tak zwanej "rekonstrukcji rządu", rozpadowi koalicji, panu Lepperowi, co to bardzo chory, ale aktywny- vide "afera przeciekowa" oraz ex-ministrowi Kaczmarkowi, który- trudno zgadnąć- ofiarą tzw. "układu" (nomen omen), czy też ostatnim niegodziwcem jest.

Trudność w połapaniu się w tym wszystkim, ogarnięciu całego tego, za przeproszeniem "cyrku" wynika nie tylko z wakacyjnego rozleniwienia intelektualnego oraz dużej liczby podawanych przez media informacji (z których odsączyć trzeba bardziej ważne od mniej waznych, o prawdziwości tychże nie wspominając). Ja osobiście,  najnormalniej w świecie konstatuję, że się zagubiłem.

Przy próbie usystematyzowania posiadanej wiedzy nie potrafię sobie odpowiedzieć na fundamentalne pytania: "co, gdzie, kiedy, dlaczego, po co". Nie znam motywów, a podążając za rozhisteryzowanymi w większości przypadków dziennikarzami, wpadam w pułapki, które ci zastawiają na swoich czytelników, widzów, whatever, jak równiez na siebie samych, pułapiki wynikające z niedomówień. Coraz częściej więc wzruszam ramionami, kwitując to dosadnym stwierdzeniem: "no i ch...". Tyle, że nie jest to do końca szczere, bo nie potrafię się nie przejmować, wyłączyć.  

Tak więc zapewne wieczorem będę jednak próbował rozwiązać zagadki, które podsunął mi dzień, typu: dlaczego zdymisjonowany, były zaufany minister jednego z kluczowych resortów, ale o dziwo- eks-partyjniak, udziela wywiadu tygodnikowi, znanemu ze swoich poglądów, po którego lekturze włos się jeży na głowie i niekłamane przerażenie ogarnia? Mój instynkt samozachowawczy domaga się odpowiedzi. Ale chyba nie ma szans na ich uzyskanie.

Filozoficznie podchodząc do tejże rzeczywistości jestem przekonany, że tak naprawdę obecnej sytuacji nawet najtęższe mózgi polityczne nie są w stanie w pełni kontrolować. A skoro naet im nie jest dana pełna wiedza, czytaj władza, to tym bardziej przeciętny Kowalski ma prawo nie kminić.

Lecz skoro tak, to- generalizując- chyba nie nalezy się później dziwić postawie społeczeństwa, które nie angazuje się i nie chce być obywatelskie, bo na pytanie "czy miewa pani deja vu?" jest w stanie odpowiedzieć tak, jak prowadząca pensjonat w filmie "Dzień świstaka": "nie wiem, ale sprawdzę w kuchni".